Romuald Gładkowski – „Credo in unum Deum” – frag.(cz.2)

Romuald Gładkowski – „Credo in unum Deum” (cz.2)

Toronto – 1988 (fragmenty)
Nadesłał p. PiotrX
Poprzednia część:
https://marucha.wordpress.com/2012/07/09/romuald-gladkowski-credo-in-unum-deum/

Część 2

Zliberalizowani wrogowie kościoła rzymskiego lubią często podkreślać, że dogmaty katolickie przykuwają ludzkość do wsteczności; za to “wolna myśl” zmierza do postępu. Uzasadniają ten pogląd powierzchowną wzmianką o “ciemnocie średniowiecza” i inkwizycji. Warto więc zatrzymać się nieco i przy tym zagadnieniu.

Mówiąc potocznie o “ciemnocie średniowiecza” krytycy tradycyjnego katolicyzmu mają Zazwyczaj na myśli tysiącletni okres dziejów Europy wypełniony kontrowersyjnymi krucjatami, najazdami zbrojnymi, co uzupełnia Święta Inkwizycja i rzekoma niesprawiedliwość społeczna sztywnego ustroju feudalnego. Jest to pogląd wypracowany przez zajadłych wrogów cywilizacji łacińskiej, pogląd propagandowy, odbiegający od prawdy. Ta antyklerykalna odmiana nienawiści i niewiary została nazwana sekularystycznym humanizmem.

Humanizm jest dotychczasowym apogeum ateizmu. Głosi, że współczesny człowiek doszedł już do takiego rozwoju psychicznego, iż nie potrzebuje liczyć na jakiekolwiek zewnętrzne siły w rozwiązywaniu swoich problemów. Zdaniem humanistów, człowiek ma liczyć tylko na siebie w budowie kosmicznego raju i własnej chwały. Sekularyzację nazwano dojrzałością społeczną. Celem humanistów jest społeczny dobrobyt i nic więcej. Jest to rewolucja myśli ludzkiej. Występujący przeciwko Panu Bogu humaniści nie improwizują z ukrycia. Są to akademicy, którzy opracowali pragmatyczną religię bez Boga, opartą na matematyczno-podobnych formułkach, wspartych techniką komputerową. Jest to naukowo-technologiczny materializm. W wyniku powszechnej liberalizacji, owi heretycy nie należą już do marginesu społecznego. Stanowią elitę internacjonalistyczną. Połączeni są węzłem przynależności do grupy najważniejszych istot na ziemi. Kontrolują przecież politykę rządów, kontrolują międzynarodowe korporacje, trzymają w garści uniwersytety, wydawnictwa, stacje radiowe i telewizyjne, czy w ogóle środki masowego przekazu.

Ich era rozpoczęła się w 1933 roku wydaniem I Manifestu humanistycznego. Każda rewolucja rozpoczyna się od wydania “manifestu”. Sygnatariusze I Manifestu wywodzą się ze świata liberalizmu, więc nazwali siebie “liberalnymi humanistami”. Dla nich wszechświat jest samoistniejący, a nie stworzony. Człowiek jest u nich częścią natury, jest wynikiem ewolucji. Tradycyjny dualizm ciała i duszy ludzkiej jest przez nich odrzucony. W religii humanistów zawiera się antropocentryzm i immanentyzm. Ich celem jest szczęście, a nie świętość. Dla świata i historii nadali znamię boskości. Dla humanistów najważniejsza jest abstrakcyjna ludzkość, a człowiek jako osoba jest bez znaczenia. W ich świecie życie ludzkie można zgasić tak lekko jak zapaloną świecę.

W II Manifeście humanistycznym, wydanym czterdzieści lat później, w 1973 roku, humaniści oświadczyli, że moralność człowieka jest autonomiczna i sytuacyjna, że nie potrzebuje teologicznych sankcji. Nie są im potrzebne dogmaty, ani statyczna prawda. Wszelkie autorytety zaliczyli do klasy wrogów wolnych badań naukowych, do wrogów naukowego postępu i społecznego rozwoju. Zatem, ich nauka została upolityczniona, a to jest dla nauki zabójcze. Polityk czuje się upokorzony, kiedy musi przyznać, że popełnił błąd; za to naukowiec wie dobrze, iż będzie robił błędy, jednak, poszukując prawdy, musi z pokorą uznać swoje błędy i zdecydowanie je usuwać, bez oglądania się na znajomych, co o nim powiedzą. Upolitycznieni naukowcy siłą rzeczy prowadzą działalność naukawą , a nie naukową. W rezultacie, dzień” po dniu, oddalają się od prawdy, stają się szarlatanami. I tak, ubywa nam naukowców, a przybywa szarlatanów, którzy przejadają pieniądze podatników.

Opinia, że Kościół katolicki przeciwstawiał się rozwojowi nauki niewiele ma wspólnego ze znajomością historii chrześcijaństwa. To katoliccy filozofowie zapoznali Europę z pracami Arystotelesa. Św. Tomasz z Akwinu został kanonizowany przez Papieża, mimo iż opierał swoje poglądy na materialistycznych teoriach Arystotelesa. Kościół rzymski jedynie interweniował tam, gdzie rozprzestrzeniała się herezja, stanowiąca poważne zagrożenie tak dla duszy, jak i dla ciała człowieka. Poza tym nauka miała otwartą drogę dla badań.

Tak wyśmiewana przez wyznawców humanizmu epoka feudalna była w stanie dać schronienie “dla wdowy i sieroty”. Owszem, feudałowie i rycerze mieli duże prawa i przywileje, ale mieli również twarde obowiązki. To była złota epoka rozwoju ludzkości; rozwoju literatury, architektury, filozofii i sztuki teatralnej, a rozwój sztuki i muzyki sakralnej postawił ludzki geniusz na wyżyny. Wszystko ku chwale Bożej. Kościół rzymski nie oponował naukowemu podejściu do badania zjawisk ziemskich. W epoce wielkich odkryć i wynalazków tępił panoszący się agnostycyzm, kult ognia piekielnego, hermetyzm, czy ogólnie, herezję.

W późniejszym okresie, Kościół katolicki również nie potępił nauki, ale modernizm. Żaden uczciwy historyk nie mówi o “mrokach średniowiecza”. Wszystkie wielkie odkrycia z tego okresu, wszelkie heroiczne wyczyny były dokonywane z imieniem Bożym na ustach. Sataniści, faryzeusze i farmazoni nie asystowali królom na polach bitew, nie brali udziału w odkrywczych wyprawach. Ich terenem działania były dworskie sypialnie i zacisza domowych pieleszy. Rzucali się jak sępy na rzeczy zapracowane przez innych. Chciałbym tu być dobrze zrozumiany. Nie twierdzę, że wielcy odkrywcy i wielcy rycerze byli ludźmi bez skazy. W ciężkich chwilach życiowych, uniesieni złością, bez wątpienia potrafili urągać i Panu Bogu, i Szatanowi. Jednak, byli to ludzie głęboko wierzący, którzy potrafili modlić się żarliwie, gdy byli w samotności, zgodnie z zaleceniem Chrystusa Pana: “Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu” (św. Mat. 6,6). Wielcy ludzie zawsze wierzą w naukę Chrystusa. Nie może być inaczej. Naszym, polskim, największym rycerzom również nie schodziła z ust pieśń” “Bogurodzica”, gdy pomni feudalnego obowiązku szli na bój. Co więcej, wiara w Boga zawsze wymaga bohaterskiej postawy. Tak było w ciężkich czasach pierwszych chrześcijan, tak jest i dzisiaj. Tylko umysły zniewieściałe potrafią reagować szyderstwem na wzmiankę o Bożym objawieniu.

Teraz kilka zdań o Inkwizycji.

Przyczyną ustanowienia Inkwizycji była panosząca się w Europie herezja o charakterze radykalnie rewolucyjnym. Stolica Apostolska zleciła Inkwizycję poważnym i pobożnym ludziom, głównie franciszkanom i dominikanom. Dla Inkwizycji pracowało wielu uczonych i późniejszych świętych. Trybunał Inkwizycji szczycił się wyjątkowym postępem w prawodawstwie i sądownictwie. Sędziowie, pracujący dla Inkwizycji, poczuwali się do obowiązku zachowania godności tak osobistej , katolickiej , jak i zawodowej. Wyroki śmierci były wydawane na heretyków stanowiących poważne zagrożenie dla otoczenia, jak notorycznych zabójców, podpalaczy i złodziei, rytualnych morderców.

Owszem, były i nadużycia, gdyż Szatan wszędzie zamiata ogonem, ale to były wyjątki haniebne i nieliczne, nie stanowiące usankcjonowanej prawem reguły, jak to ma miejsce dzisiaj w “wyzwolonym” przez liberalizm świecie. W przeciągu trzystu lat hiszpańska Inkwizycja wydała cztery tysiące wyroków śmierci . Jest to kroplą w oceanie, w porównaniu do tego, co zrobili antykatoliccy jakobini w czasie rewolucji francuskiej z 1789 roku, czy bolszewicy w roku 1917 i w latach następnych. A co minio miejsce w czasie wojny domowej, w Hiszpanii, z roku 1936, a co działo się w Chinach po toku 1949, czy ostatnio w Wietnamie, Kambodży, Gujanie, wszędzie tam, gdzie miały miejsce krwawe rewolucje, zainicjowane przez tajne sprzysiężenia, popychające rozwój liberalizmu do przodu, posiadające w tym swoje, ukryte cele?

Można tu jeszcze wspomnieć o hitleryzmie jako konsekwencji liberalizmu republiki weimarskiej. To właśnie wieloetyczna cywilizacja żydowska i spokrewniony z nią protestantyzm przywróciły do życia niewolnictwo i nieludzki, nieodpowiedzialny wyzysk człowieka dla jak największego zysku. Czy dzisiejsza, liberalistyczna, ogólnoświatowa cenzura na środki masowego przekazu jest bardziej elastyczna od Inkwizycji? – Nie! Liberalizm nie docieka, nie bada czyichś poglądów, lecz bezwzględnie narzuca swoje. Badajmy więc fakty historyczne, a nie zadawalajmy się przewrotnymi fikcjami. Wówczas szybko okaże się, kto naprawdę broni człowieka, jego godność i dostojeństwo. Wszystko wskazuje na to, że jest odwrotnie niż głosi propaganda liberalizmu .

To zbytnia tolerancyjność Kościoła katolickiego dała cieplarniane warunki dla rozwoju neopogańskiej epoki Renesansu, którą tak mocno chwalą zwolennicy wojny z Panem Bogiem. Decyzja Stolicy Apostolskiej, o powołaniu do życia Świętej Inkwizycji, została poparta przez głowy koronowane katolickiej Europy. Dlaczego? Otóż, gdy usuwa się Boga prawdziwego, nowi bogowie spieszą, by zająć Jego miejsce. Ożywa pogaństwo. Adoracja pogańskich bogów prowadzi do utworzenia boskiego państwa, opierającego się na teologii ciągłości. Bogowie pogan są zawistni i wymagają ciągłych ofiar z życia ludzkiego. Władca państwa-boga może żądać życia każdego obywatela, by złożyć je w ofierze Molochowi. Adoracja Molocha jest zarazem adoracją Państwa. Duet Moloch – Państwo nie opiera się na prawie i sprawiedliwości, ale na rozkazach. Herezja, powrót do pogaństwa, czyni z człowieka boga, czy to za pomocą odwoływania się do mocy złych duchów, demonów, co robią okultyści, czy też za pomocą nauki, powiązanej z gnozą i alchemią, jak to ma miejsce u humanistów naszych czasów. Jedni i drudzy dążą do stworzenia superwładzy, wszechmocnego państwa, które będzie decydowało i życiu i śmierci każdego człowieka. W rezultacie, hodują ludzi, którzy są bez serca, bez uczuć i nie są w stanie troszczyć się o kogokolwiek za Wyjątkiem siebie samego. Nawet najmniejszy wysiłek ze strony takiego samoluba jest poprzedzony pytaniem: “Co ja z tego będę miał?”. Państwo, składające się z takich obywateli, tworzy piekło na ziemi. Nikt, kto ma Boga w sercu, nie może do tego dopuścić.
Wolność nie przewidziała miejsca dla herezji. Stąd, w trosce o dobro narodów, zaistniała konieczność wprowadzenia Świętej Inkwizycji.

Mówiąc o wielkich wyczynach “ludzi Papieża” nie sposób jest pominąć jezuitów. To byli giganci wiedzy, jednak broniący autorytetu Kościoła św. Dlatego wrogowie tradycyjnego katolicyzmu tak ich znienawidzili, stąd powstało tyle obraźliwych plotek i oszczerstw pod ich adresem.
Zakon Jezuitów, jako rycerzy Chrystusa, został założony przez Św. Ignacego de Loyola. W 1540 roku, powołując Zakon Jezuitów do życia, Papież Paweł III postawił przed nimi dwa zadania: propagować doktrynę religijną Kościoła rzymskiego oraz bronić praw i przywilejów Namiestnika Chrystusowego, Chcąc wywiązać się z tych obowiązków jak najrzetelniej, w bardzo krótkim czasie jezuici znaleźli się w czołówce światowej niemal wszystkich dziedzin nauki. Stawiało to przed nimi otworem wszelkie uniwersytety oraz instytucje państwowe, dawało im dostęp do każdej dziedziny działalności człowieka, w każdym miejscu i w każdych warunkach. Byli więc najtęższymi matematykami, fizykami, inżynierami, biologami, chemikami, astronomami, archeologami, lekarzami, zoologami, genetykami, geografami itd. Lista naukowych odkryć i wynalazków dokonanych przez jezuitów jest bardzo długa. Dominowali w muzyce, w malarstwie, w sztuce teatralnej, a nawet dali podstawy dla najnowocześniejszego baletu. Byli obecni na wszystkich dworach królewskich i książęcych, a jak trzeba było, to potrafili przez całe życie paść świnie.

Rozjechali się po wszystkich kontynentach, aby głosić Ewangelię św. i służyć, z wprost nadludzkim hartem, Chrystusowi Panu i chwale Bożej. Rozmach, z jakim weszli między lud Boży, przeraził na dobre tajne sprzysiężenia i raczkujący wówczas ruch protestancki. Drogą koronkowych intryg, opartych głównie na dworskich sypialniach, doprowadzono do rozwiązania Zakonu Jezuitów; zakonu, który cieszył się tak dużym błogosławieństwem Bożym. Za tę chwilową słabość, Kościół katolicki musiał później ciężko odpokutować. Nie pomogło stosunkowo szybkie ponowne powołanie do życia Rycerzy Chrystusa. Gorycz w sercu, za zdradę, pozostała. Nie byli już w stanie dorównać swym poprzednikom. “Świat” przejął ster w swoje ręce i ta sytuacja trwa do dziś.
To Kościół Chrystusa Pana położył fundament pod naukowe i racjonalne spojrzenie na świat. Usuwając z ludzkiej wyobraźni obecność wszechmocnych demonów i bożków, Kościół święty usunął elementy, które przerażały ludzkość, pozbawiały ją pewności siebie, trzymały w chaotycznej improwizacji. By ludzi ośmielić i zachęcić do pełnego korzystania z dobrodziejstw świata stworzonego przez Boga, Jezus Chrystus tak wiele razy musiał powtarzać: “Nie bójcie się!”.

Bez chrześcijaństwa, bez powrotu do prawdziwego Boga, człowiek nie byłby w stanie dojść do takiego stopnia rozwoju intelektualno-technologicznego, jakim cieszy się dzisiaj. Jedynie ignoranci, zatruci filozofią liberalizmu, oraz złośliwcy mogą twierdzić, że Kościół katolicki hamował rozwój nauki i postępu.
Złota epoka Średniowiecza była wynikiem harmonijnej współpracy Państwa i Kościoła św. Jak to św. Robert Bellarmine trafnie określił: “Te dwie siły, kościelna i świecka, są we wzajemnym powiązaniu tak, jak dusza i ciało w człowieku”. Filozofia liberalizmu zakłóciła tę harmonię. Ciało uwolniło się od duszy, a nawet zaprzeczyło, że dusza istnieje. Tym samym, rządy państw utraciły Najwyższego Nauczycielą i Stróża prawa moralnego, poczęły iść przez życie jak statek bez steru. Nic dziwnego, że tak często rozbijają się o skały amoralnaści. Świat liberalizmu tym się jednak nie przejmuje. Wymienia rządy tak lekko, jak ludzie wymieniają znoszone skarpety. W świecie niestabilności moralnej nie może być poszanowania dla tradycji, dla rzeczy trwałych. “Jeśli jakieś królestwo wewnętrznie jest skłócone, takie królestwo nie może się ostać” (św. Marek 3,24). Masoneria, ostoja i inkubator filozofii liberalizmu, zawsze popierała pomysł separacji Kościoła św. od Państwa. To ona oparła rządy i prawo na naturalizmie, co wyraźnie podkreślił Papież Leon XIII w encyklice Humanum Genus” . Stanowisko Papieży w tej sprawie jest niezmienne od czasów Papieża Klemensa. XII, który pierwszy potępił masonerię, w 1738 roku. Dla niej, jako dla wywrotowego sprzysieżenia, które pragnie być “Królami i Kapłanami ludu”, im jest gorzej w świecie chrześcijańskim, tym lepiej. Stąd, człowiek coraz to bardziej oddala się od prawdziwej wolności, gdyż wolność jest jednocześnie obowiązkiem dążenia do wiecznej szczęśliwości, w pojednaniu z Chrystusem Panem, którego indyferentny świat filozofii liberalizmu odrzuca.

ODNOWA, CZY OD NOWA?

Kościół anglikański został podporządkowany królowi Anglii, Kościół prawosławny z kolei, carowi, a nawet “Kościół” masoński uległ międzynarodowemu żydostwu? jedynie Kościół katolicki pozostał wolny od jakiegokolwiek zwierzchnictwa świeckiego. Będąc wolny od ziemskiego zwierzchnictwa, Kościół katolicki stał się źródłem i ostoją wolnej myśli (proszę nie kojarzyć jej z wolnomyślicielstwem), najpierw w cywilizowanej Europie, a potem na całym świecie – wszędzie tam, gdzie respektuje się wolną wolę człowieka i jego sumienie.

Jednak, wolność sumienia i wolna wola nie mają nic wspólnego z rozpasanym prawem do mówienia komukolwiek czegokolwiek i robienia cokolwiek gdziekolwiek, do sobiepaństwa. Wolność nie jest prawem do postawienia prawdy i zakłamania na jednym szczeblu hierarchii moralnej. Wolność słowa jest dopuszczalna jedynie wówczas, gdy respektuje dobro, gdy respektuje Boże przykazania. Powiedzmy, w wolnym państwie komunista nie może być wolny, jak w katolickim narodzie heretyk nie może być wolny. Obaj bowiem odrzucają objawione i moralne wartości, służą zakłamaniu. Wolność dla herezji kończy się niewolą dla narodu, który dał jej schronienie. Potwierdziła to historia Polski. W przedrozbiorowej Polsce herezja otrzymała schronienie i wolność, więc w konsekwencji, jako naród, straciliśmy niepodległość. Zostaliśmy wymazani z mapy Europy, na którą naniósł nas traktat Dagome iudex. Bez prawdy nie ma wolności. Pan Jezus powiedział przecież wyraźnie: “Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (św. Jan 8,32) . To jest fundament naszego bytu narodowego. Dzięki przyjęciu Prawdy nie spotkał nas los Prusów, a zostaliśmy przez Pana Boga nagrodzeni własną państwowością.

Kościół Św., za sprawą Ducha Świętego, stał się ożywieniem dla ludzkiego intelektu, ukazał zagubionemu człowiekowi prawdziwą wolność. – Tak, panowie wolnomyśliciele! – Dzięki Kościołowi rzymskiemu powstała cywilizacja łacińska, z której dobrodziejstw cały świat korzysta do dziś, gdyż jest to cywilizacja organiczna, żywa, cywilizacja rozwoju i postępu. To właśnie liberalizm, neopoganizm i cywilizacja żydowska, walcząc z katolicyzmem, usiłują człowieka zapędzić do buszu.

W myśl doktryny Kościoła katolickiego, ani car, ani król, ani cesarz, ani pierwszy sekretarz partii nie jest panem duszy ludzkiej, nie jest w stanie by móc odebrać człowiekowi wolną wolę, a tym samym, odebrać mu odpowiedzialność za uczynki. Tylko Bóg może wymagać od człowieka całkowitego oddania. Nikt inny. Tak głosi doktryna Kościoła katolickiego. Za taką postawę, Kościół katolicki został znienawidzony i jest prześladowany przez tych, którzy dążą do zupełnego panowania nad światem. Wolność nie posiada ustalonej barwy politycznej, nie jest zarezerwowana dla jednej partii. Jednak, liberalizm cierpi na częściowy daltonizm: nie jest w stanie widzieć pasma czerwieni więc je preferuje. Czerwień w zliberalizowanym środowisku czuje się wyśmienicie, gdyż jest niewidoczna, nawet gdy osiąga apogeum despotyzmu.

Co więcej, masońskie nadużywanie sloganu “Wolność!”, do własnych celów wywrotowych, spowodowało, że wszyscy do wolności doczepiajc kolor, pozbawiając ją tym samym jej oryginalnego znaczenia. Stąd, wszyscy rzekomo walczą o wolność, a wolności w świecie jest coraz to mniej. W takiej sytuacji, wolność ludzkiego sumienia jest ostatnią nadzieją dla nas, katolików, żyjących w świecie wyzwalanym od Bożych przykazań. Człowiek współczesny jest już zmęczony liberalistyczną wolnością. Ma jej dość.

Wydarzenia historyczne, inspirowane przez siły sprzysiężenia, jak rewolucja francuska z 1789 roku, wojny napoleońskie, powstania zbrojne i rozrost protestanckich imperiów, jak Wielka Brytania, USA, Holandia i Niemcy, czy ostra kampania antypapieska w Europie, spowodowały, że Kościół katolicki osłabł w intelektualnej działalności. Świat nauki, kupiony przez wielkie intermonopole, przeszedł w ręce zajadłych wrogów katolicyzmu i cywilizacji łacińskiej. Przez stulecia racjonalizm drążył religię katolicką, niszcząc jej symbolikę, liturgię, usuwając z niej mistycyzm, traktując ją jako zabobon nie pasujący do wymogów czasu, albo degradując jej znaczenie, starając się sprowadzić ją na płaszczyznę czysto ziemską.

Po latach ciężkich bojów, w drugiej połowie XX wieku, Kościół katolicki pozwolił modernistom narzucić ton, a nawet począł do nich się łasić; mimo, iż modernizm zawsze traktował Kościół rzymski jako swojego śmiertelnego wroga i robił wszystko, aby doprowadzić go do ruiny. Skutki prób pojednania z modernizmem są najlepiej widoczne w Kościele posoborowym. W obawie, że świeckie doktryny mogą zdominować życie społeczne, Kościół św., pragnąc brać czynny udział w tym życiu, zaakceptował sekularyzację na tyle, na ile to było możliwe w ramach Ewangelii św. W konsekwencji, liberalizm zadomowił się nie tylko wśród ludzi świeckich, ale i w Hierarchii Kościoła. Zwolenników liberalizmu nazwano zarozumiale “księżmi postępowymi”. Ci księża, poczęli głosić, że stanowcze potępianie modernizmu jest niesprawiedliwe, gdyż moderniści pragną dobra dla ludzi, a celem Kościoła św. jest nie potępiać ludzi, lecz prowadzić ich do zbawienia. Doszło więc do “dialogu”.

Ponad dwieście lat antykatolickiego sprzysiężenia żydowsko-masońskiego poczęło wydawać w Kościele katolickim zatrute owoce. Pojawili się katoliccy duchowni, którzy zaczęli wymyślać nowe teorie na temat stworzenia świata, na temat pochodzenia grzechu, na temat boskości Chrystusa Pana, na temat katolickich dogmatów, z dogmatem o nieomylności Papieża włącznie. Między katolików zakradło się zwątpienie w prawdziwość nauki Kościoła św. Doszło do tego, że grupa o zbliżonych poglądach do Hansa Kunga poczęła głosić, że w całkowitym zaufaniu do Boga możemy pozwolić sobie na doktrynalne eksperymentowanie, nie bacząc na to, iż prorocy wielokrotnie przed tym ostrzegali. Przecież taki pogląd jest sednem modernizmu; a mianowicie, że człowiek nowoczesny wyemancypował się spod praw Bożych i może teraz przyszłość świata wziąć w swoje ręce, kierując się wyłącznie własną intuicją, Tym samym, modernizm traktuje Pana Boga jako abstrakcję, a nie oddziaływującą siłę poprzez Objawienie.

Już w wieku XV okultysta Pico della Mirandola głosił, że chrześcijaństwo powinno iść z duchem czasu, dopasowując się do zdobyczy nauki, że powinno pogodzić się ze “.światem”. Hans Kung robi to samo, podmieniając okultyzm della Mirandola na “naukowość”. Czy jest to prostym zbiegiem okoliczności, czy też konsekwentnym wypełnianiem poleceń Synagogi szatana?

Oczywiście, do rewolucji w Kościele katolickim nigdy by nie doszło, gdyby modernizm nie rzucił ziarna zwątpienia na umysły katolickich intelektualistów odnośnie Tradycji, gdyby katolicy nie zaczęli naginać prawd objawienia do wyników badań naukowych, co obecnie przyjęło nazwę “pojednania”. Tym samym, katoliccy intelektualiści dopuścili się niewybaczalnego błędu, godzącego w Prawdę. Hipotezy uzasadnione naukowo są tylko hipotezami, które obowiązują do chwili, gdy nie. pojawią się nowe hit tezy, obalające poprzednie. Nie ma to nic wspólnego z objawieniem Bożym, którego nie da się powiązać z ludzką fantazją. Bez wątpienia, nie należy w zaślepieniu ignorować osiągnięć nauki, odkryć historycznych, jednak, należy zdawać sobie sprawę, że owe zdobycze nauki nigdy nie mogą stanowić podstaw do formułowania pojęć religijnych, gdyż religia opiera się na innym zbiorze rzeczywistości, niedostępnym dla mędrca szkiełka i oka. Skoro Pan Bóg dał człowiekowi ciało i duszę, musimy karmić je w uporządkowaniu wskazanym przez Chrystusa Pana: co cesarskie, cesarzowi, a co boskie, Panu Bogu. Mówiąc o siewcach modernistycznej odnowy wewnątrz Kościoła katolickiego, trudno jest nie wspomnieć o George Tyrrell, Teilhard de Chardin oraz Jacąues Maritain.
Wszystkich trzech zaliczamy do wielbicieli idei humanizmu, z dobrze wyrobioną “mentalnością masońską”. Są to odrosty z rewolucji francuskiej z 1789 roku. Irlandczyk George Tyrrell przeszedł z anglikanizmu na katolicyzm w wieku osiemnastu lat. Wstąpił do Zakonu Jezuitów w Anglii. Jako bardzo aktywny pedagog i płodny publicysta, stał się siewcą idei modernizmu i internacjonalizmu wśród kleryków jezuickich. Był nauczycielem filozofii. Potępił Lutra i Kalwina głównie za to, że odeszli od Kościoła katolickiego, zamiast w nim pozostać i starać się go reformować. Nie wierzył w Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny oraz w Zmartwychwstanie Chrystusa Pana. Ks. Wickens twierdzi, że George Tyrrell w ogóle nie wierzył w Boga. Trudno jest oprzeć się myśli, iż George Tyrrell został jezuitom podstawiony, aby dobrze im namieszać w umysłach.

W 1907 roku, Papież, św. Pius X, udzielił mu nagany. Gdy George Tyrrell odmówił odwołania swoich herezji, został usunięty z Zakonu. Należy pamiętać, iż dogmat o nieomylności Papieża, uchwalony w czasie Soboru Watykańskiego I , w 1870 roku, był odpowiedzią na modernizm szerzący się w łonie Kościoła św. Po wydaleniu z Zakonu Jezuitów, George Tyrrell odszedł od wiary katolickiej .

Mimo, iż zabrakło George Tyrrella wśród jezuitów, herezja modernizmu rozwijała się nadal, gdyż znaleźli się następcy. Jednym z nich był Teilhard de Chardin. Już w latach gimnazjalnych Teilhard de Chardin zaraził się kantowskim sceptycyzmem od jezuity Henri Bremonda, a później, gdy wstąpił do seminarium, reszty zepsucia dokonał George Tyrrell. Pogląd ten przekonywująco uzasadnił Ks. Wickens. Henri Bremond i George Tyrrell byli ze sobą zaprzyjaźnieni. Tworzyli trzon modernistycznej inteligencji. Gdy Bremond został usunięty z Zakonu Jezuitów, propagowaniem modernizmu wśród kleryków zajął sie. jezuita Leonce de Grandmaison (wielce wymowne i jednoznaczne nazwisko!). Jezuici w żaden sposób nie mogli pozbyć się w swoich szeregach roznosicieli modernizmu. Tak bacznie byli pilnowani przez Wielki Wschód Francji, który nie mógł zapomnieć przykrych doświadczeń ze św. Ignacym de Loyola.

Na czoło modernistów wysunął sie Teilhard de Chardin. W łonie Kościoła katolickiego powstał odpowiednik masońskiego sprzysiężenia. Wojujący piewcy filozofii liberalizmu w sposób zgrany i zorganizowany przystąpili do badania, z zegarmistrzowską dokładnością, wszystkich przedmiotów studiów seminaryjnych, teologicznych, tworząc coś w rodzaju “intelektualnej manufaktury”, by móc wypracować metody, którymi będą mogli skutecznie zarazić katolików ideą modernizmu i doprowadzić do nieodwracalnego rozkładu Kościoła rzymskiego. Już św. Pius X ostrzegł katolicką Hierarchię, że herezja modernizmu jest doskonale zorganizowana we wnętrzu Kościoła św. Istotnie, po długoletnim przygotowaniu, od zakończenia drugiej wojny światowej, zwątpienie w umysłach kleru, w prawdziwość tradycyjnej nauki Kościoła Św., rosło z roku na rok.

Nie można się więc dziwić, że Teilhard de Chardin mógł sobie pozwolić na dozę arogancji, oświadczając, iż nie obawia się o swoją przyszłość, gdyż ma przyjaciół na znaczących pozycjach strategicznych. Pewny siebie, publicznie powątpiewał, że należy oddawać cześć i uwielbienie Panu Bogu. Twierdził również, że nie było pierwszych rodziców Adama i Ewy, czym umacniał poligenizm, a w konsekwencji, nie było też i grzechu pierworodnego. Zatem, skoro nie było grzechu pierworodnego, to nie ma potrzeby, aby dążyć do zbawienia. Dalej, śmierć Jezusa Chrystusa na Krzyżu automatycznie staje się bezużytecznym aktem i, w dalszej konsekwencji, nie ma Ofiary Mszy św. oraz nie ma Przemienienia Pańskiego !

Czyli, krok po kroku, doszliśmy do sedna sprawy. Jest to cel, do którego Synagoga zmierza od początków Kościoła katolickiego. W obliczu poważnego zagrożenia podstaw naszej wiary katolickiej, po burzy Soboru Watykańskiego II, Papież Jan Paweł II, tuż po objęciu pontyfikatu, wydał encyklikę Redemptor Hominis , pogłębiającą wiarę w istnienie Adama i w grzech pierwszych rodziców w raju. Jan Paweł II bardzo często nawiązuje, w swych wystąpieniach, do tematyki naszych pierwszych rodziców Adama i Ewy.

Swoje wątpliwości w istnienie pierwszych rodziców, Adama i Ewy, Teilhard de Chardin starał się potwierdzić odkryciami wykopaliskowymi. Rozpoczął od fałszerstwa praczłowieka z Piltdown. Nadało mu ono rozgłos. To jednak było dla Teilhard de Chardina za mało. Igrając z naiwnością ludzką, podsunął następne fałszerstwo, sinantropusa, człowieka pekińskiego. – Pieniądze na prace wykopaliskowe szły, wiadomo, z fundacji Rockefellera. – Niestety, odkryte szczątki sinantropusa w tajemniczy sposób zaginęły. Po niepowodzeniach z praczłowiekiem z Piltdown, Teilhard de Chardin – czy owiany tajemnicą inicjator poszukiwań – obawiał się, że sinantropus nie wytrzyma konfrontacji z naukowcami, wolał więc okryć go tajemnicą, a środki masowego przekazu i tak zrobiły swoje. Przyjęto, że sinantropus istnieje.

Poglądy Teilhard de Chardina i jego zwolenników, a mianowicie; teorię ewolucji wszechświata, jako ewolucjonizm, teorię ewolucji ludzkości, jako historyzm oraz teorię ewolucji osobowej, jako egzystencjalizm, potępił Papież Pius XII w encyklice „Humani Generis” z 12 sierpnia 1950 roku. Mimo wszystko, nadal istnieją księża, którzy są przekonani, że teoria ewolucji Darwina została udowodniona.

Wspierając teorię ewolucji, Teilhard de Chardin dał także poparcie dla marksowskiej rewolucji, dla walki klasowej. “Ludzkie oblicze marksizmu”, zdaniem tego jezuity, “rokuje nadzieje na zwycięstwo”. Księży, którzy posiadają tego rodzaju nadzieję i otwarcie do tego sie przyznają, jest więcej. Podążając śladami Teilhard de Chardina, jezuita Jose Maria Diez-Alegria w 1973 roku opublikował książkę pt. “Yo Creo en la Esperanza” (Wierzę w nadzieję) . Jest w niej próba nadania dialektycznego znaczenia dla tradycyjnej teologii katolickiej. W obliczu powyższego, tytuł niniejszej broszury niech będzie przypomnieniem w co katolik powinien wierzyć.

Z kolei, francuski liberał katolicki Jacąues Maritain zajął się czymś w rodzaju teologii historii opartej na filozofii Karola Marksa. Począł głosić, że prawda religijna może być znaleziona wyłącznie w masach. Tak się złożyło, że Jacąues Maritain zaważył na losach Kościoła katolickiego, gdyż do jego wielbicieli należał Ks. Arcybiskup Giovanni Battista Montini. Ks. Abp Montini napisał bardzo przychylny wstęp do włoskiego tłumaczenia książki J. Maritain, pt. “Integralny Humanizm” , W latach sześćdziesiątych tego stulecia Hierarchia Kościoła katolickiego była już do tego stopnia skażona ideą humanizmu, że stało się możliwe, iż Ks. Abp Montini mógł zostać Papieżem. Poznaliśmy go jako Pawła VI. Papież Paweł VI wierzył w liberalną utopię, opartą na filozofii Jacąues Maritain, lansującą Kościół bez autorytetu, nie dostrzegający ludzkich słabości, wynikających z grzechu pierworodnego, nie przypominający o karze za grzechy. Paweł VI wierzył w wewnętrzną dobroć ludzką, a na modernistów patrzył jak na ludzi dobrej woli. To przekonanie oparł na fałszywej przesłance liberalizmu, że jeśli ktoś jest miły dla innych, to inni będą mili dla niego. –

Proszę tę zasadę zastosować do żyda(?). – Nic więc dziwnego, że za jego pontyfikatu Sobór Watykański II przeobraził się we frontalny atak modernizmu na Kościół rzymski, który zakończył się sukcesem. Soborowemu “ludowi Bożemu” nadano socjologiczne znaczenie, zbliżone do “proletariatu” użytego w marksizmie. “Lud Boży” wyzwolono spod autorytetu Papieża i Hierarchii Kościoła św., dając mu autonomię w sprawach dotyczących religijnych przekonań i moralności. Zatem, z Kościoła św. zrobiono sejmik, w którym zaczęli szarogęsić się intruzi, nazwani zarozumiale – zgodnie z duchem i tradycją liberalizmu periti (eksperci). W miejsce Tradycji zakradła się Rewolucja, Kościół katolicki opanowała gorączka “odnowy” w stylu dwóch wielkich rewolucji: jakobińskiej z 1789 roku i bolszewickiej z roku 1917. Brakowało jedynie gilotyny lub czekistów, którzy zrobiliby “porządek” z obrońcami tradycji katolickiej, na których czele stanął Ks. Arcybiskup Marcel Lefebvre.

Moderniści pragną w radykalny sposób odchrześcijanić Europę i Amerykę Południową, dwa bastiony katolicyzmu. Chrześcijaństwo usiłują podmienić “Kościołem ludowym” i doprowadzić do nawrotu do pogaństwa. Została zachwiana rola cywilizacji łacińskiej, jako gwaranta stabilizacji w zorganizowaniu narodów, równoważącego wzajemne stosunki międzyludzkie, jak i stosunek grzesznego człowieka do Boga, cywilizacji najlepszej, można powiedzieć, że świętej. Pomiędzy katolików wkradł się chaos dogmatyczny. Dochodzi już do desakralizacji liturgii katolickiej, do głoszenia “nowych teorii” odnośnie pochodzenia chrześcijaństwa. To wszystko nie ma nic wspólnego z reformą Kościoła Św., a jest wyłącznie podążaniem za współczesnym materializmem, hedonizmem i utylitaryzmem

Być może, iż Jacąues Maritain przerażony impetem rewolucyjnym Soboru Watykańskiego II począł krytykować modernizm, do którego sukcesów tak wiele się przyczynił. Nawet nieśmiało skrytykował Teilhard de Chardina. Mimo wszystko, jest trudno mu całkowicie wyzbyć się starych nawyków. Powtórzył bowiem swoją myśl, że antysemityzm jest wypaczoną forma antychrześcijaństwa. Jest to typowa dla liberalizmu próba zniekształcenia historii, gdyż powszechne oburzenie na żydów sięga 458 roku przed narodzeniem Chrystusa, a więc, na pięć wieków przed Aktem Bogobójstwa.

Na to mamy dowody historyczne, a co było wcześniej, sam Pan Bóg raczy wiedzieć. Co więcej, wystarczy poczytać Dzieje Apostolskie, by się przekonać jak sprawy się miały i kto pierwszy chrześcijan prześladował. Zatem, wypowiadany tu i ówdzie pogląd, że obrażając żyda, obrażasz katolika, wywodzi się z maritainlzmu . – Niemniej jednak, racjonalistyczna i pozytywistyczna wizja świata poczęła napawać Jacques Maritaina uczuciem niesmaku. Dobrze, iż choć u schyłku swego życia zaczął wyrzekać się fałszywych sojuszników.

Rewolucyjne zmiany w Kościele katolickim, w ciągu ostatnich dwudziestu lat, z jednego, świętego, katolickiego i apostolskiego Kościoła zrobiły grupę pluralistyczną, pobłażliwą, skłóconą, ekumeniczną i ewolucyjną. Katolicy nie są już wyróżniani spośród masy ludzkiej. “Postępowi” księża nakazują brać udział w otaczających nas mitach i symbolice pogańskiej; jak, dla przykładu, wspólne modlitwy różnych wyznań, z sugestią, iż wszystkie obrzędy są sobie równoważne. “Postępowi” księża i biskupi usiłują pojednać Kościół św. ze “światem”; ponaglają więc katolików do włączenia się do ogólnego nurtu humanistycznego. Wszystko opiera się na fałszywym poglądzie liberałów, że jeśli będziesz dobry dla innych, to inni będą dobrzy dla ciebie. Fałsz tego poglądu dobitnie potwierdziła historia rozbiorami Polski i kolejami losu naszego narodu od tamtych czasów do dzisiaj .

Tak mile widziana przez księży “postępowych” unia z judaizmem, wyciszanie w Ewangelii św. tego, co jest powiedziane o faryzejstwie i o jego marnym końcu, może doprowadzić do wchłonięcia postaci Chrystusa Pana przez żydowski monoteizm. Przekreśliłoby to szokujące żydów fakty Wcielenia i istnienia Trójcy Świętej. Jest to próba podążania za ściekiem herezji z okresu Reformacji, prowadzącym do odrzucenia Nowego Testamentu. Zjudaizowanie Kościoła katolickiego pozbawi go świętości, a więc, doprowadzi do humanistycznego absurdu, że człowiek jest Bogiem i może obejść się bez naszego Zbawiciela. Zachowanie wiary w boskość Jezusa Chrystusa jest dla nas sprawą nie do pominięcia, o ile chcemy uchronić się od proponowanej nam, już teraz, ery pochrześcijańskiej .

Język religijny księży zarażonych modernizmem jest ściśle ocenzurowany. Starannie omija wszelkie wzmianki o dogmatach Kościoła katolickiego, usiłując robić wrażenie, iż one nie istnieją. Fundamentalnym terminom wiary katolickiej nadaje świeckie znaczenie, czyli je zniekształca. Księża “postępowi” dają do zrozumienia, że liturgia, obrzędy i symbole religijne są bez znaczenia. Jest to odzieranie religii z mistycyzmu, bez którego życie religijne nie może istnieć. To przystosowanie się do modernizmu, i równoczesne odarcie życia religijnego z tradycyjnej symboliki i mistycyzmu, stworzyło problemy wielkiej miary. Wprowadzenie zbyt racjonalnej, zimnej, wykalkulowanej, prozaicznej i pozbawionej symboli liturgii, wsparte spłyconą muzyką religijną i architekturą, co się słyszy i ogląda na co dzień, spowodowało wzrost ruchów charyzmatycznych. Znaczenie symbolu zaczyna być opacznie rozumiane. Pozbawiono katolika wiary i przekonania, że za symbolem kryje się niezwykle ważna rzeczywistość; jak, powiedzmy, prawdziwa obecność Jezusa Chrystusa w konsekrowanej hostii.

Symbolika pozwala powracać do wydarzeń z przeszłości i powtarzać je nieskończoną ilość razy. Jest to ponawianie wydarzenia, które kiedyś miało miejsce, a nie jedynie przypominanie go sobie. Ustanawiając Sakramenty święte, Jezus Chrystus dał nam szansę nieustannego odnawiania łączności z Bogiem. Pogląd, że jesteśmy w stanie uświadamiać jedynie znaki, a nie symbole, za którymi kryje się obecność, powoduje, iż Sakrament święty staje się rzeczą, subiektywną, która zmienia się w zależności od osoby, czasu i miejsca. Zamiast odtworzenia wydarzenia z przeszłości, mówi się o jego wspominaniu. Zamiast ponowienia Ofiary na Krzyżu, mamy więc pamiątkowy wieczernik; zamiast ołtarza, na którym składa się ofiarę, jest tylko stół, przy którym gromadzą się biesiadnicy. Zatem, teraźniejszość nie jednoczy się już z przeszłością, a jedynie o przeszłości pamięta.

To jest RÓŻNICA O WIELKIEJ DONIOSŁOŚCI dla przyszłych losów Kościoła katolickiego. Thomas Molnar przypomina, że kiedy cywilizacja zaczyna zmieniać interpretację swojej religii, życie religijne zamiera, a jej świątynie stają się muzeami i, dodam, ośrodkami społeczno-kulturalnymi. Istotnie, na Zachodzie stare kościoły już wyglądają jak muzea, a nowe, jak zakłady produkcyjne.

Przez stulecia cywilizacja łacińska wydawała malarzy, architektów, poetów, muzyków, artystów o wprost niewyczerpanej inspiracji twórczej. Katedry i kościoły, sale koncertowe i teatry, biblioteki, ulice i place miast zawierają arcydzieła myśli chrześcijańskiej, z którymi nie może się równać żadna inna cywilizacja. Jednak, subiektywizm filozofii liberalizmu wywarł piętno także na sztuce, która stała się bezprzedmiotową. Artyści, jak prorocy, poczęli przekazywać “wiadomość”, swoje przelotne wrażenie. Uwolnienie się od zasad i norm wprowadziło sztukę w świat mechaniczny, a więc martwy. Zawsze bezsensowność filozoficzna prowadzi do bezsensowności moralnej, a to uwidacznia się w sztuce.

W wyniku desakralizacji liturgii, Sakramentów św. nie traktuje się jako wiecznych symboli. Katolicy coraz powszechniej wątpią, że w czasie ofiary Mszy św. chleb i wino zostają przemienione w Ciało i Krew Chrystusa. Jest to naukowo nieuzasadnione, powtarzają za modernistami. – Czyżby chcieli przez to powiedzieć, że doszliśmy już do końca odkryć naukowych? – Należy też, zdaniem zwolenników modernizmu, zaniechać wiary w cuda, gdyż są sprzeczne z prawami fizyki. Po pierwsze, prawa fizyki ułożył człowiek podpatrując prawa Boże, a po drugie, nie wszystko jeszcze zostało dokładnie przebadane i to, co wydaje nam się, że jest nielogiczne, może być spowodowane lukami w wiedzy. Wiedza jest powiązana ze światem doczesnym. To, co człowiek odkrył i zbudował, może być udoskonalone? jedynie to, co Pan Bóg nam dał, nie może być poprawione.

Wszystko, czego nie da się objąć rozumem, moderniści albo ignorują, bądź też pozbawiają doniosłości, wypaczają sens. I tak, Chrzest św. nie jest dla nich oczyszczeniem z grzechu pierworodnego, ale tylko wciągnięciem na listę chrześcijan. Duch Święty jest dla nich “duchem wolności”, a Kościół św. ma dążyć nie do zbawienia dusz, ale do lepszego jutra, zgodnie z masońskimi hasłami: wolność, równość i braterstwo. Z kolei, Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny oznacza wyłącznie zbliżanie się nowej epoki w historii. A co najważniejsze, moderniści wpychają religię do wnętrza człowieka, czyli chwilowo robią z człowieka półboga, rzecz świętą, by z czasem, móc oświadczyć, że to człowiek jest Bogiem. Nie ma więc potrzeby, aby adorować Najświętszy Sakrament, skoro Chrystus jest obecny w człowieku. Dalej, skoro nie ma religii poza człowiekiem, Hierarchia Kościoła św. jest bez znaczenia, a w konsekwencji, Ojciec Święty również.

W miejsce Hierarchii Kościoła św. moderniści pragną wprowadzić autonomiczne komuny, zwane “Kościołem ludowym”, luźno związane z Watykanem, jedynie wspólnotą wiary, a nie autorytetem Papieża. To już mocno pachnie panteizmem, a kierunek tej perfidii jest bardzo wyraźny. Jest tu sugestia, że katolik może obejść się bez Stolicy Piotrowej (!) – Skąd my to już znamy?

Liturgia katolicka jest redukowana do znaków i obrzędów pozbawionych świętości. W miejsce obrzędów tradycyjnych sztucznie się wprowadza nowe. Podczas Mszy św, można usłyszeć dowcipy, deklamację wierszy, a nawet stół pamiątkowy, który zastąpił ołtarz, otaczają niekiedy osobnicy z rewolucyjnymi napisami na ubiorach i ze sztandarami politycznymi w dłoniach. Ta sytuacja dotyczy również Polaków, gdyż ma miejsce w kościołach polonijnych, wypełnionych posolidarnościową emigracją.

Liturgia oznacza uczestnictwo wiernych w Sakramentach Św., które nie są po to, aby w oparciu o nie wydawać opinie natury politycznej. Kiedy z liturgii zostaje usunięty mistycyzm, praktykowanie religii staje się mechaniczne, a jej symbole niczego już nie reprezentują. Wiara w rzeczy święte zanika. Następuje proces desakralizacji. Jest tak zawsze, gdy dochodzi do profanacji świętości, usiłując nią manipulować dla osiągnięcia celów ściśle doczesnych, kiedy nie jest utrzymywany konieczny dystans pomiędzy tym, co jest święte i wieczne, a tym, co należy do zbioru rzeczy przemijających, doczesnych.

Dokumenty Soboru Watykańskiego II umocniły pogląd zwolenników filozofii liberalizmu, że nie jest ważne w co człowiek wierzy, pod warunkiem, iż czyni to w dobrej intencji. Są tam sugestie, że każdy posiada “naturalne prawo” do wybrania sobie religii bez zwracania uwagi na jej błędy. Tu już dochodzimy do oczywistego wniosku, że wszystkie religie są sobie równoważne. Jest to odciąganie od wiary w Pana Boga, w Trójcy Świętej Jedynego, a zbliżanie do wiary w “Wielkiego Boga”, jak to ma miejsce w Indiach, gdzie katolicyzm ulega hinduizacji, czy do wiary w “Najwyższego Programistę”, co starał się lansować Teilhard de Chardin, czy wreszcie, do wiary w Wielkiego Architekta Wszechświata. Każda próba mieszania religii kończy się tryumfem pogaństwa.

Posoborowy pogląd, że każdy chrześcijanin uczestniczy w kapłaństwie Chrystusa Pana, stawia na głowie katolicką doktrynę dotyczącą sakramentu Kapłaństwa. W konsekwencji, degraduje kapłana do poziomu gawiedzi, czy jak kto woli, do poziomu “ludu Bożego”; a przecież kapłaństwo rozpoczyna się od Adama, poprzez Noego, Abrahama, Melchizedecha, do Najwyższego z Kapłanów, Jezusa Chrystusa, który oddał siebie w ofierze Bogu Ojcu, by odkupić wszystkich ludzi za ich grzechy. Zatem, kapłan nie może być zredukowany do roli chłopca na posyłki. Odejście od zwyczaju noszenia sutann i habitów przez osoby duchowne, od strojów, które dodawały im dostojeństwa i trzymały w koniecznym dystansie od osób świeckich, również oznacza, iż w Kościele katolickim kapłaństwo przestaje mieć szczególne znaczenie. Księża i zakonnice powoli przeobrażają się w biurokratów. Na miejsce kapłana wchodzi komuna parafialna, “lud Boży”. Co więcej, kapłan już nie modli się zwrócony do Pana Boga, ale do “ludu Bożego”. Tym samym, skupienie uwagi na Bogu przemieszcza się do koncentracji na człowieku.

W takiej sytuacji, zarówno Jezus Chrystus, jak i Sakramenty święte stają się w świadomości katolika bez mocy. Nasz Odkupiciel jest tutaj obiektem rozumu ludzkiego, a Sakramenty święte stają się pustymi gestami. Utrzymanie Kościoła przy świętości może mieć miejsce jedynie wówczas, gdy zostanie zachowana wiara w boskość Chrystusa Pana. – Czy nie nadszedł już czas, aby powrócić do pracy misyjnej wśród tradycyjnie katolickich narodów?

Pierwsze próby zdegradowania Jezusa Chrystusa wyszły od arian, w czwartym wieku. Postać Chrystusa Pana pozbawiono mistycyzmu, redukując ją wyłącznie do postaci historycznej. Kościół Św., pomny arian i niekończących się ataków herezji, odrzucił prawo do nieograniczonej fantazji w sprawach religii, gdyż może to doprowadzić do tworzenia wyobrażeń i symboli sprzecznych z jego nauczaniem. Obecność herezji w symbolice chrześcijańskiej natychmiast ożywia pogaństwo. Za czasów arian, z Matki Chrystusa Pana usiłowano zrobić bożycę. Usiłowano Ją postawić na równi z Jej Synem w dziele odkupienia. Stąd, zaistniała konieczność ujęcia tego zagadnienia w ścisłe dogmaty i doktrynę. Postawienie znaku równości pomiędzy Najświętszą Maryją Panną a Jezusem Chrystusem przywróciłoby do życia mitologiczną walkę bogów z układu słonecznego, reprezentujących rodzaj męski, z bożycami układu księżycowego, przedstawicielkami rodzaju żeńskiego. Otrzymalibyśmy więc gnostyczny dualizm. Obecnie, walkę płci i tak już mamy, ale to jeszcze nie wszystko. Moderniści, a raczej kryjący się za nimi gnostycy, pragną uczynić z kobiety kapłankę, namiestniczynię Chrystusa (!) . Za wszelką cenę pragną wprowadzić do katolicyzmu dualizm płciowy, co wprowadziłoby do niego gnozę(!). Stąd, Kościół katolicki nie może pozwolić na dopuszczenie kobiety do sakramentu Kapłaństwa – niezależnie od tradycji i doktryny religii katolickiej. Wiara nasza stałaby się wówczas herezją, czyli przestałaby istnieć.

Niemniej jednak, do postaci Chrystusa Pana dołączono już cechy polityczne i rewolucyjne. Jezus Chrystus, oderwany od Boga Ojca, staje się już symbolem społecznym, przewodnikiem w zabiegach o dobra doczesne. Współcześni “postępowi” katolicy kładą silny akcent na człowieczeństwo Chrystusa, a wyciszają słowa Ewangelii św. mówiące o Jego boskości. Teocentryzm podmieniono chrystocentryzmem, gdzie “duch rewolucyjny” Nowego Testamentu wspomaga “duch walki klasowej”, a tym samym i humanistyczny ateizm. Uczłowieczony Chrystus, z którym człowiek może się utożsamiać, stał się rękojmią areligijnego, racjonalistycznego świata. Księża “postępowi” coraz to mniej mówią o Bogu, jako o istocie najwyższej, stwórcy wszechświata, który za dobre wynagradza, a za złe karze, nie mówią już o Chrystusie twórcy Opoki, na której zbudowano Kościół św. Pana Boga powoli zastępuje “lud”, który ma być źródłem duchowego objawienia i religijnym autorytetem. “Postępowi” księża pragną uczestniczyć, wespół z “ludem”, w ewolucji i rewolucji społecznej, co nazywają “wyzwoleniem”. Słowa, wyjęte z tradycyjnej teologii, użyto w nowym, rewolucyjnym znaczeniu. Ewangelicznemu słowu “ubogi” nadano znaczenie marksowskiego “proletariatu”. A przecież Jezus Chrystus nie widział w proletariacie kandydata na klasę uprzywilejowaną. Pan Nasz przyszedł na świat by odkupić wszystkich ludzi, a nie wyłącznie ubogich, w starotestamentowym stylu.

Idea budowania raju na ziemi jest ideą wywodzącą się z żydowskiego zbuntowania przeciwko Panu Bogu. Łączenie jej z Chrystusem jest wielkim fałszerstwem. Nasz Odkupiciel starał się przywieść człowieka przed oblicze Boga, a nie budować Superczłowieka, czy Nadczłowieka. Nic więc dziwnego, że trzymający się tradycji księża, odważnie wskazujący na niebezpieczeństwo zjudaizowania Ewangelii Św., podlegają prześladowaniom ze strony “świata”. Jaskrawą formę przybrały one w opanowanej przez marksistów Gujanie Brytyjskiej, gdzie grupa okultystyczna, o nazwie “Dom Izraela” (The House of Israel) , dopuściła się mordu na księżach trwających przy katolickiej tradycji. Jest to jedna z metod, którą “Dom Izraela” prostuje ścieżki dla antykatolickiej rewolucji.

W obliczu wojny z Panem Bogiem, współczesny katolik znalazł się pomiędzy Scyllą a Charybdą: z jednej strony Kościół katolicki, który coraz to mniej sprosta wymogom cywilizacji łacińskiej i społecznie staje się tym, czym było pogaństwo u schyłku imperium rzymskiego, a z drugiej, liberalistyczne ideologie, jak modernizm, marksizm, przymusowa zamasoniona demokracja, która nudzi i męczy swoją obłudą, czy ateistyczna nauka i technologia, pragnące usunąć z życia ludzkiego wszystko co święte.

Kościół, pozbawiony świętości, odarty z symboli będących łącznikiem ze światem nadprzyrodzonym, pozbawiony korzeni tradycji, znaków identyfikujących jego przynależność do ery po narodzeniu Chrystusa, przestaje przyciągać tych, którzy świętości poszukują. Rozrastająca się próżnia duchowa powoduje, że ludzie rozglądają się coraz częściej za religiami pogańskimi i okultyzmem; akurat odwrotnie jak to miało miejsce prawie dwa tysiące lat temu. Wówczas chrześcijaństwo uwolniło pogan od demonów, od poczucia niemocy wobec przeznaczenia i śmierci. U pogan śmierć oznacza klęskę. U chrześcijan śmierć jest zwycięstwem, tak jak zwycięską była śmierć Jezusa Chrystusa na Krzyżu. Dla pogan wiara jest formą wytłumaczenia zjawisk zachodzących w otaczającym ich świecie. Dla chrześcijan wiara w Boga daje nadzieję na zbawienie wieczne. Za czasów Apostołów chrześcijaństwo zaofiarowało poganom również mistycyzm, z czego dzisiaj jest odzierane.

Powstającą próżnię duchową współczesnych chrześcijan usiłują wypełnić bogowie pogańscy, wywodzący się ze starożytnej mitologii, z Orientu i magii,. Świat chrześcijan został zaatakowany przez buddyzm, braminizm, zen i szamanizm. Są to religie o panteistycznym podejściu do świata, dające nadzieję na samoubóstwienie się, czy też na wybicie się ponad przeciętność. Pogaństwo i okultyzm wydają się być w stanie zaspokoić potrzeby człowieka epoki przemysłu, tak intelektualnie, jak i społecznie. Okultyzm i religie Orientu obiecują zbawienie bez moralnych zobowiązań, co jest nie bez znaczenia dla ludzi dążących do hedonistycznego stylu życia, trzymających się zasady: “Tutaj i teraz!”. Co więcej, obietnica zbawienia, drogą kolejnych powrotów na ziemię, wydaje się być atrakcyjna. Hinduizm, odrzucając grzech, automatycznie odrzuca wiarę w nadejście Sądu Ostatecznego. W hinduizmie każde działanie pogłębia ludzkie cierpienie, oddala człowieka od doskonałości. Wyzwolenie człowieka widziane jest tam w ucieczce od wszelkiej aktywności i od rzeczywistego świata, który dla hinduizmu jest iluzją. Pełne wyzwolenie można tam uzyskać tylko przez oświecenie prawdziwą wiedzą, która umożliwi powrót do stanu przedkreacyjnego,

Religie Wschodu, pełne tradycji, symboli, więc atrakcyjne, często są gimnastyką umysłowocielesną, rozładowującą wewnętrzne napięcie nerwowe – wynik cywilizacji przemysłowej, gdzie człowieka traktuje się i ocenia jak maszynę – pozbawiającą uczucia pustki wewnętrznej, dającą złudzenie ucieczki przed rzeczywistością, której ma się już dość”. Działalność szamanów, astrologów, jogów, alchemików i czarowników opiera się na wierzeniu, iż świat jest istotą żywą, z siłami wewnątrz człowieka, jak i poza nim, i że siły te są we wzajemnym i nieskończonym oddziaływaniu. Okultyści usiłują te siły sprowadzić do zgodnej współpracy. Religijna gimnastyka Hindusów, prowadząca do możliwości stania na głowie godzinami, do zadawania sobie tortur ognia, gwoździ, czy też do deformacji ciała na skutek długotrwałego bezruchu, ma na celu pozyskać magiczną moc. Błogostan uzyskany poprzez okultystyczną terapię jest pustką możliwą do zniesienia przez mistrzów ascezy, ale nie przez tych, którzy pragną żyć w harmonii z rzeczywistością. Psychika człowieka nie może być usunięta z rzeczywistości, z otaczającego życia cywilizacyjnego. Okultyzm pozostawia więc u ludzi uczucie niedosytu, które zazwyczaj tłumi się strachem.

Naukowcy, zafascynowani mistycyzmem Orientu, jego nieokreślonością, opartą na hinduizmie i buddyzmie, na zoroastrianiźmie i taoiźmie, silą się, by zatrzeć różnice pomiędzy światem materii a światem ducha. Uwidoczniło to się jaskrawię na sympozjum naukowym w Kordobie, w październiku 1979 roku. Ich światopogląd opiera się na dekompozycji czasu i przestrzeni, materii i ducha,
świadomości i logiki. Na tej dekompozycji ma powstać nowa cywilizacja, w której wyselekcjowana elita sama sobie ustanowi prawo. Zamiast pozostać przy chrześcijańskiej doktrynie sługi Boga, poszukują sposobu zlania się z boskością.
Wielu współczesnym naukowcom wydaje się, że ludzkość jest w stanie kontrolować i odtwarzać wydarzenia historyczne, a nawet święte, bo obiecane kiedyś przez Pana Boga. Jest to zamysł uświęcenia człowieka i jego czynów, jest to legalizacja aktów gwałtownych, rewolucyjnych. Tym samym, religie wprowadzają do wnętrza człowieka, bez żadnych powiązań z Bogiem. Stąd tak często dochodzą do wniosku, że Pan Bóg jest produktem ludzkiej wyobraźni, spełniającym rolę placebo w cywilizacyjnej terapii.

W nowotworzonym świecie, społeczeństwo ma być pożywką dla elity, której zasady postępowania będą jedynym uznanym i obowiązującym kodem społecznym. Masy będą stanowiły dla elity czarnoziem, na którym wyrośnie “nowy człowiek”, mędrzec i bohater w jednej osobie, nowy bóg. Ów superczłowiek wypracuje dobrze prowadzące się społeczeństwo – a więc, wyeliminuje grzech (!) – oparte o nowe kryteria wartości. Żydzi po cichu wspierają ten neopogański ruch, żywiąc nadzieję, że to im przypadnie rola “nowego człowieka”, a wówczas spełniłoby się ich odwieczne marzenie o panowaniu nad światem. Zresztą, już gdzieś słyszeliśmy teorię o nawozie z jednej rasy dla innej. – Czyż nie w “Mein Kampf” Adolfa Hitlera?

Credo gnostyków z Uniwersytetu w Princenton, zgrupowanych w Instytucie dla Zaawansowanych Studiów, jest mniej więcej następujące: wierzymy jedynie w inteligencję ludzką, która od pewnego poziomu staje się formą sprzysiężenia; wierzymy, że jej moc jest nieograniczona. Współcześni gnostycy usiłują powiązać filozofię z matematyką, mitologią i sekularystyczną koncepcją człowieka. Mówią już o naukowym deizmie. Religie traktują jako ideologiczną agitację, jako zło przejściowe, które z czasem powróci do stanu wyjściowego, czyli do powszechnego pogaństwa, które ma być stanem harmonii i równowagi. Jest to powielanie starych mitów myślowych, które nie zdały egzaminu w historii. Jest to powrót do monizmu czarownika Giordano Bruno.
Pod koniec XV wieku, Giowanni Pico della Mirandola, i nieco później, Giorgano Bruno, usiłowali dokonać syntezy religii, wiążąc je też z hermetyzmem. Doktorzy Kościoła św. zdecydowanie uznali to za próbę powiązania ze sobą sprzeczności, uznali za absurd. Nie może być syntezy religii, jak nie ma syntezy cywilizacji. Dzisiaj kościół katolicki nie jest tak zwarty i stanowczy. Więc gnoza może bezkarnie siać zamęt myślowy wśród katolików.

Neopoganie lansują relatywizm etyczny, gdyż amoralni bogowie pogańscy pozwalają lekceważyć aspekty etyczne, a skupiają głównie uwagę na polepszaniu swojego bytu, na dogadzaniu sobie. Są gotowi widzieć bogów wszędzie. Jednak, są to bogowie martwi, bezsilni jak człowiek. Nie ma tam pojęcia “dobra”, które opierałoby się na normach etycznych. Stąd u pogan powstawały cywilizacje bezetyczne, lub z etyką sytuacyjną. Dobro oznacza u nich harmonię rzeczy, a zło chaos. W konsekwencji, nie ma też takich pojęć jak “sprawiedliwość” i “przebaczenie”. Chrześcijanin ma wyrobione poczucie odpowiedzialności za swoje postępowanie i przyjmuje obowiązek zbawienia duszy, toczy wewnętrzną walkę pomiędzy wyborem dobra lub zła. Natomiast poganin nie odpowiada za swoje uczynki, gdyż sądzi, że przyszedł na świat jako mieszanka dobra i zła, jako rezultat zmagań bogów dobrych i złych. Celem neopogan jest stworzyć nową cywilizację pozbawioną chrześcijańskich nakazów i zakazów. Moralność katolicką, podporządkowaną Bożym przykazaniom, nazywają moralnością niewolnika. Pragną więc od niej się wyzwolić. W pogańskim świecie, niezależnie od tego jak się poganin prowadzi, kontakt z bogami pozostaje. Tylko u żydów i chrześcijan dystans etyczny pomiędzy człowiekiem a Bogiem jest nieskończenie wielki, a grzech oddala człowieka od Boga.

Pan Bóg jest wszechpotężny i wszechdobry, jest etyczną doskonałością. Nie ma też potrzeby, aby dzielić się władzą z mocami zła. W religii chrześcijan nie ma więc miejsca na walkę tytanów. Zło sprowadziły na ziemię istoty przez Pana Boya stworzone, odmawiając swemu Stwórcy posłuszeństwa. Zbuntowani aniołowie i grzeszni ludzie ponoszą konsekwencje za obrazę Boga. W wyniku grzechu pierworodnego człowiek został oddalony od Boga, stał się słaby i musi kierować się wolną wolą, aby wyjednać przebaczenie, musi na nie zasłużyć. Tego u pogan nie ma.

Poganin ma z bogami kontakt ciągły i w sensie wyboru boga jest wolny. W pogańskim świecie bogowie dogadzają zachciankom człowieka, gdyż między nimi jest ciągła walka i człowiek zawsze może podmienić jednego boga innym, w zależności od własnego uznania. Pogańska cywilizacja nie zależy od ciągłego dialogu pomiędzy Stwórcą a człowiekiem, wymagającego spełniania ustalonych raz na zawsze wymogów moralnych, jak to ma miejsce w cywilizacji łacińskiej. Poganie czują się bezwzględnymi panami koncepcji istnienia, sami wybierają środki i metody postępowania. Skoro człowiek jest częścią natury, którą należy kształtować, to jedynie superludzie, elita, najlepsi mogą to czynić, mogą dostąpić władzy absolutnej tak nad naturą, jak i nad innym człowiekiem (podczłowiekiem). Stąd neopoganizm jest siłą napędową w tworzeniu jednego ogólnoświatowego rządu, w skład którego wejdzie “elita”.

Neopoganie wierzą, iż cywilizacje mogą być kształtowane przez ludzi, że można je tworzyć i anulować kiedy tylko się zechce. Ich “mędrcy”, którzy są dawcami immanentnych sił, są panami religii, która podlega rytmicznym cyklom: rozwój, dojrzewanie i upadek. Neopoganie zaprzeczają istnieniu Boskiej interwencji, Objawieniu i Opaczności Bożej. Pachnie to mocno Heglem i jego determinizmem. Również historię neopoganie widzą jako płynący potok, dzielący się na cywilizacyjne cykle. Napawa to ich nadzieją na bliski koniec historii chrześcijaństwa i przejście do całkiem nowej cywilizacji, pochrześcijańskiej, którą pragną urządzić w swoim stylu. Poganie nie posiadają nostalgicznego przywiązania do tradycji. Stąd historia i czas nie mają dla nich żadnego znaczenia. Pragną jedynie odtworzyć przeszłość w teraźniejszości, a nie powrócić do konkretnego historycznego momentu. Neopoganie zwalczają chrześcijaństwo by móc odtworzyć starożytną świecką cywilizację. Ideałem dla nich jest “Republika Platona, posiadająca klasę kapłanów-intelektualistów, klasę rycerzy i klasę chłopów. Pragną powiązać człowieka z samotwórczym kosmosem, pragną przywrócić panteizm, który wyplewiło chrześcijaństwo, wskazując człowiekowi jego właściwe miejsce. Tym samym, zbliżają się do alchemii, która również pragnie zjednoczyć przeciwne elementy i zasady, odtworzyć pradawne jajo, symbolizujące u nich zjednoczenie ludzkości z kosmosem; pragną doprowadzić do absolutnej syntezy świata ducha ze światem materii.

Alchemicy nie zamierzają czekać aż nadejdzie królestwo niebieskie, obiecane przez Jezusa Chrystusa, ale sami chcą przywrócić człowiekowi nieśmiertelność, pragną uzyskać zbawienie ciała przed skutkami grzechu pierworodnego. Tym samym, Ofiarę złożoną na Krzyżu pragną uczynić aktem bezużytecznym(!). Jak, zatem, parający się alchemią okultyści śmią nazywać siebie chrześcijanami? Próba ucieczki przed Sądem Ostatecznym, gdyż do tego cały ich wysiłek zmierza, jest w oczach chrześcijanina wielkim bluźnierstwem! W stopniowym przechodzeniu od religijnego światopoglądu do naukowego neopoganie widzą zmierzch cywilizacji łacińskiej, koniec ery chrześcijaństwa, a nastawanie epoki innej religii, wyższego rzędu.

W istocie tak nie jest. Jest to jedynie pogląd określonych ludzi, ich hipoteza czy też bezbożne życzenie. Współczesny zanik religijności oznacza bardzo niewiele w skali wieczności, a mówiąc o religii i prawach z nią związanych dotykamy kwestii wieczności. Nie ma dowodów na cykliczność w czasie. Są to wyłącznie spekulacje zaczerpnięte ze świata pogańskiego, jak powiedzmy z hinduizmu, a więc świata wypełnionego fałszem. Mity pogańskie łatwo zakradają się do myśli ludzkiej, gdyż u pogan nie ma dogmatów, nie ma zorganizowania, nie ma potrzeby do wysiłku umysłowego, starającego się pogodzić wiarę z obserwacjami wszechświata. Umysły jałowe lubują się w religiach pogańskich. W wierzeniach pogan za zjawiskami w przyrodzie stoją tajemnicze siły. Katolicy natomiast traktują te zjawiska jako naturalne wydarzenia, a ich podejście do wszechświata oparte na analizie wydarzeń historycznych i bieżących obserwacjach prowadzi do rozwoju nauki, a w szczególności teologii. W nauce Kościoła katolickiego postać Jezusa Chrystusa nie może być zmieniona, by dogodzić “wymogom czasu”, gdyż Jego działalność jest udowodniona historycznie, jest prawdziwa, w przeciwieństwie do mitów pogańskich, wypełnionych zmyślonymi bohaterami.

To, że katolicyzm ulega pokusom sekularyzacji jest wykładnikiem słabości człowieka, istoty grzesznej, ale nie oznacza słabości nauki Chrystusa Pana! To ludzie popełniają błędy, a nie Pan Bóg. Mamy do czynienia z rewolucją, z buntem przeciwko Bogu, a nie z cyklicznością czasową i historyczną. Można przyjąć, że Szatan ma teraz żniwa. Nie powinniśmy zapomnieć o przypowieści o synu marnotrawnym. Możemy okazywać niezadowolenie, iż Kościół katolicki z takim trudem ustosunkowuje się do “wymogów czasu”, że nie podejmuje radykalnych środków zaradczych. To jest nasz subiektywny pogląd. Jednak, Kościół rzymski nigdy nie zdecydował się by całkowicie wyplenić wszelkie oznaki pogaństwa. Kościół starał się krzewić istniejące tradycje i sprawdzać prawdę objawioną w ogniu kontrowersji. Było to dopuszczalne pod warunkiem, że Stolica Apostolska bezwarunkowo pozostanie wierna dogmatom, doktrynom i magisterium, że zachowa elementy mistycyzmu w liturgii, w symbolach i Sakramentach św. Wówczas misjonarze chrześcijańscy są w stanie opanować wierzenia pogan i nadać ich mitom nowe spojrzenie, oparte na nauce Kościoła świętego.

W przeszłości, eliminując stopniowo mity pogańskie i zastępując je tekstami opartymi na Ewangelii św., misjonarze zmusili pogańskich mędrców do wycofania się z życia publicznego, do zejścia do podziemi. Schronienie dały im sprzysiężenia masońskie. Rewolucja w dzisiejszym Kościele katolickim sytuację nieco skomplikowała. Ufni opiece Bożej, musimy uzbroić się w cierpliwość. Każdy pośpiech w działaniu prowadzi do niedorzeczności. Emocje są złym przewodnikiem przez życie. Przede wszystkim, chcąc stawić czoła rewolucji, należy uwierzyć, że powrót do katolickiej świętości jest możliwy. Każda próba desakralizacji Kościoła św. rodzi bunt w duszy ludzkiej, spowodowany tęsknotą za odsuniętym Panem Bogiem. Ta tęsknota jest dla człowieka o wiele cenniejsza aniżeli obiecywana przez neopogan deifikacja ludzkości.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s